Krótka lista osób,
których jestem dłużnikiem

TOMASZ ŁOMNICKI
Góral, krawiec, rekonstruktor.

Szyję już kilka lat, ale w przeciwieństwie do wielu innych osób moja pasja nie sięga wczesnych lat dzieciństwa. Tak samo nie pochodzę z “krawieckiej” rodziny, a wręcz bliżej by mi było do stolarstwa, pszczelarstwa oraz bycia szewcem. Jednak na mojej drodze pojawiło się kilka osób i wydarzeń, które w różny sposób wpłynęły na to gdzie teraz jestem.

Uwaga będzie trochę sentymentalnie, z góry ostrzegam,

 

Pamiętam swoje początki w rekonstrukcji, bo wiązało się to dla mnie z ważną zmianą w życiu – wyprowadzką z rodzinnej miejscowości i rozpoczęciem studiów w Krakowie. Poznałem wspaniałych ludzi, wraz z którymi założyliśmy stowarzyszenie Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej (krótka nazwa bez kompleksów, a jak!). a którzy są istotną częścią mojego życia po dziś dzień.

 

Wejście w świat rekonstrukcji wiązało się z zakupem odpowiedniego ubioru. O ile hajdawery (czy też szarawary, to była podstawa wtedy do stroju szlacheckiego) nie były problemem, bo można je było zdobyć w Galerii Rycerskiej (zawsze z bawełny, o jednym rozmiarze i granatowym kolorze) o tyle żupan – to już była wyższa szkoła jazdy.

 

Przeszukując różne fora, przede wszystkim FREHA, natrafiłem na kilka osób zajmujących sie krawiectwem historycznych, których produkty zachwalano (tak samo jak i ich wiedzę). Jedna z takich osób była znana wszystkim wtedy i dziś Netka. Pamiętam jak brałem miarę, wysyłałem jej materiał (niebieskie sukno i czerwony len) i czekałem na zamówienie.

 

To co otrzymałem przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Żupan był przepiękny, pasował jak ulał, do tego z ręcznie robionymi guzikami. Niesamowita dbałość o szczegóły i kawał przepięknej pracy. Zazdrościłem talentu i wiedzy. Była to najlepsza część z całości mojego ubrania, której nie mogłem się wstydzić. Przechodziłem w nim około 8 lat zanim go ostatecznie sprzedałem. Służy teraz dalej komuś innemu (po naprawieniu poszewki i guzików, nadgryzionych zębem czasu), ale nadal prezentuje się przepięknie.

 

Śmiało mogę napisać, że bez tego żupana od Netki nie zająłbym się krawiectwem, albo też nie w takim stopniu jak miało to miejsce później. To była jedna z lepszych decyzji, aby rozpocząć swą przygodę z rekonstrukcją właśnie od odpowiednio wysokiej półki (a nie od żupana z zasłony).

 

Netka oczywiście nadal zajmuje się szyciem ubiorów historycznych, a ja wciąż szczerze ją podziwiam i polecam wszystkim.

 

Drugim wydarzeniem, które było dla mnie istotne, to uszycie dla mnie koszuli lnianej (oraz lnianego snapsacka) przez mojego wieloletniego przyjaciela, niesamowitego archeologa, brata w góralszczyźnie – Bogusława zwanego Frankiem. Pamiętam jak dziś jak wybieraliśmy tkaninę w sklepie Kakadu na ulicy Krakowskiej 35. Koszula, którą Franek uszył dla mnie śmiało mogę nazwać jedną z najukochańszych jakie w życiu miałem. Dowodem tego niech będzie określenie jej mianem “chmurki”, bo taka była przyjemna w dotyku. Po prawdziwa tkanina ponoć siepała się niemiłosiernie podczas szycia, a biedny Franek wymyślał przez to, oraz przeze mnie, coraz to nowe przekleństwa, ale z mej perspektywy warto było. I chociaż na poziom dzisiejszej wiedzy zapewne zostałaby uszyta inaczej, to jednak nadal ja mam i nie wymienię chyba na nic w świecie. Takiej tkaniny już potem nie spotkałem. Franek uszył mi także snapsack, który był iście pancerny oraz gacie, które mile połechtały moje męskie ego. Chwała mu za to!

 

Trzecim wydarzeniem, bez którego nie zajmowałbym się tym wszystkim był wyjazd na Węgry wraz z Polish Regimentem. Pojechałem tam w lnianym żupanie i sławnej różowawej lnianej delii i chwała Tomkowi Rejfowi, oraz reszcie ludzi, że nas chcieli w ogóle zabrać z naszymi tyczkami. Tam też odbyłem jedną z najlepszych, najbardziej inspirujących, najciekawszych i w ogóle szalenie naj rozmów mojego życia. A moim rozmówcą był nikt inny jak Rafał Szwelicki. Kim jest Rafał tłumaczyć nie trzeba, ale dla tych, którzy ostatnie 10 lat spędzili w innej epoce tłumaczę – to gość o ogromnej wiedzy historycznej i archeologicznej, o niesamowitym talencie gawędziarskim, oraz umiejętnościach manualnych. Zaangażowany w grę figurkowa Ognie i Mieczem, w Anno 1666, a także twórca i prowadzacy bloga Projekt Chłop. To on opisywał mi jak uszył swój pierwszy dublet oraz pludry, tłumaczył jak to jest skonstruowane, po co jest ten pasek wewnątrz wamsu i tak dalej. A to wszystko w niesamowitej atmosferze i ze wspaniałym podejściem. Wtedy też, pewnie tego nie pamięta, powiedział na moje pytanie jak to było, że sam to uszył: “Wiesz, stwierdziłęm, że skoro Ci ludzie jakoś to szyli, to czemu miałbym ja tego nie spróbować”.

 

Pewnie oczekiwaliście jakichś większych mądrości, ale to mnie po prostu rozwaliło. Póżniej Rafał rozkminial wykrój delii hajduka z Tablicy Gołuchowskiej i wrzucił go w formie PDF, a ja stwierdziłem – dobra pora spróbować. I oto ja, zagorzały przeciwnik igły i nitki, wziałem stare prześcieradło, nożyczki, igłę i nici i się zaczęło…

 

Tak, bez wątpienia te trzy wydarzenia sa dla mnie istotne w kwestii mojego krawieckiego hobby. Oczywiście po drodze spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy pomogli mi w rekonstrukcyjnym rzemiośle, którzy dzielili się wiedzą, zachęcali, albo wskazywali kierunek. Nie ma co kryć, że bez pierwszego spotkania w Krakowie z Islamem i Molem na grze w Dzikie Pola nie byłoby dalszych kroków w kierunku rekonstrukcji, tak samo jak poznania Trolla (późniejszego Panu Dziesiętniku) i treningów u niego, pożyczonego kanapowego żupana od Paruffki (paradowałem w nim dumny jak paw) oraz przynależności do łódzkiego oddziału PMB, podziwiania stroju Ithila na jednym z larpów i rozmów z nim, wsparcia i rozmów z Tomkiem Rejfem, poznania Adama Ledwonia (który akurat zaczynał przygodę z wyrobami skórzanymi), wielu prywatnych rozmów przez FB z świętej pamięci Krzyśkiem Małysem (niesamowity człowiek!), dyskusji z Adamem Krzepkowskim (polecam, także krakowski krawiec!) i tak dalej i jeszcze więcej… Pewnie połowa z nich nawet nie wie i nie kojarzy tych rozmów, bo były dla nich błahe, ale to właśnie one pomagały mi iść dalej.

 

Nie ma co kryć, że to gdzie jestem teraz i czym się zajmuję jest wypadkową kilku wydarzeń oraz poznania naprawde inspirujących ludzi. Za co im bardzo, ale to bardzo i z całego serca dziękuję!

 

Miłego wieczoru oraz udanego weekendu 🙂

Tomasz Łomnicki