Usiądź jak krawiec,
czyli kultowy przysiad.

TOMASZ ŁOMNICKI
Góral, krawiec, rekonstruktor.

Zapewne wiele osób, które przeglądało ikonografię związaną z krawiectwem XVII wiecznym, ale także późniejszym i wcześniejszym, zwróciło uwagę na pewien fakt związany z krawieckimi sylwetkami. Siedzą bowiem oni nad wyraz specyficznie. O co chodzi? Śpieszę z wyjaśnieniem. Krawiecki przysiad to klasyka porównywalna do słowiańskiego przykucu!

Nie będę krył, ale jednym z powodów do powstania tego wpisu był mem z kotem i hasłem: Usiądź jak dama”. Rozbawił mnie niesamowicie i przypomniał o przeróbce w wersji by Kiciputek (tutaj, wybaczcie za link do Kwejka) oraz właśnie o temacie specyficznego krawieckiego przysiadu. Także postanowiłem podzielić się obydwoma sprawami z Wami. Mem jest, a zatem pora na trochę wiedzy.

Siad krawiecki znany jest od dawna, tak dawna, że jeszcze sprzed kaset VHS i stosowany po dziś dzień. Najczęściej w Polsce występuje on pod pojęciem siedzenia po Turecku, w języku angielskim jako cross-leged position (lub właśnie tailor sit/tailors style), u amerykanów z Północy – Indian style, natomiast w języku japońskim jako agura i w jodze pod nazwą Sukhasana. A te dwie ostatnie nazwyą są wiedzą o tyle ciekawą, co w sumie nie istotną, ale zwiększającą objętość wpisu (i pokazująca jakież to poszukiwania uczyniłem!).

Fun fact: nie zdziwcie się gdy wpisując u wujka Google nazwę “tailors sit” znajdziecie odnośniki do poradników ze szkoły rodzenia. To pozycja bardzo często polecana kobietom celem złagodzenia bólu pleców. Jeżeli akurat jesteście na etapie starania się o dziecię to będziecie mogli zabłysnąć na szkole rodzenia. Nie musicie dziękować.

Wracając jednak do “zawodowego” siedzenia. Jak powszechny i prastary to zwyczaj widać na wielu przedstawieniach z poszczególnych epok. Teraz uwaga, bo będzie wielki wysyp grafik, więc jak ktoś woli czytać, to trzeba zjechać niżej.

A zatem krawców tak siedzących mamy chociażby na ikonografii średniowiecznej: 

Doskonale jest to zobrazowane także na XVII wiecznej (a jakże!):

W wieku XVIII oraz XIX nie brakuje przykładów:

A także z czasów dużo nam bliższych, czyli XX wieku:

I oczywiście stosuje się go współcześnie w prawdziwych pracowniach krawieckich na całym świecie (oczywiście z pępkiem świata krawieckiego w postaci Savile Row). W przypływie patriotycznego ducha powiem Wam, ze jedno z poniższych zdjęć pochodzi z polskiej pracowni. Kto wie jakie?

Jak widać modyfikacji jest trochę, ale większość polega na siedzeniu ze skrzyżowanymi nogami. Dawniej przede wszystkim siedząc na krawieckim stole przy samym oknie aby jak najdłużej korzystać z naturalnego źródła światła. Przy okazji jak za dziecięcia ktoś z rodziców krzyczał na Was, że siedzicie na stole, to mogliście odpowiedzieć, że przyuczacie się do zawodu krawca (możecie i teraz to powiedzieć, zawsze to jakaś riposta, nawet po latach).

Można także siedzieć na brzegu stołu, albo na zydelku, najczęściej właśnie krzyżując nogi. Piękna ciągłość tradycji, prawda?

O tym jak dawny i powszechnie kojarzony z krawcami był to przysiad niech świadczy także fakt, że jeden z mięśni w naszych pięknych kończynach dolnych nosi właśnie nazwę… Mięśnia krawieckiego! Tak, tak, i to chodzi dokładnie o ten, który jest eksponowany i na którym bardzo często opiera się tkanina podczas takiego siedzenia. Sugeruje się, że nazwa też nawiązuje od miejsca, którym mierzy się i którędy idzie szew spodni lub pochodzi z czasów kiedy w powszechnym użyciu w zakładach krawieckich znajdowały się maszyny napędzane za pomocą pedałów. Ja osobiście jednak jestem za pierwsza wersją odnoszaca się do siedzenia. Tak czy siak, nazwa funkcjonuje w łacinie jako musculus sartorius, ale i w innych językach ma swoje krawieckie odpowiedniki, np. niemieckim jako Schneidermuskel. Nawet w jednym z piękniejszych języków świata, czyli czeskim, mięsień ten został ozdobiony mianem: Sval krejčovský.

Myślicie, że to koniec konotacji na linii medycyna – krawiectwo. Mylicie się! Festiwal ciekawostek jeszcze się bowiem nie zakończył. Otóż długo stosowane siedzenie ze skrzyżowanymi nogami prowadzi do niezwykłego schorzenia, które nosi nazwę… Kostki krawca! Urocze, prawda? Na tyle, że nie będę Was zanudzał zdjęciami przedstawiającymi tę zmianę chorobową, ale mając dobre serduszko napiszę Wam, że jest ona uleczalna operacyjne oraz, że funkcjonuje pod pojęciami takimi jak bunionette, tailors bunion. A jak ktoś ma wiedzę i plastyczny umysł to podpowiem, że kostka krawca to de facto taki hallux ale po drugiej strony, przy małym palcu.

Dobrze, dobrze, ale po co tak siedzieć? Ano powodów jest kilka. Wbrew pozorom jest to pozycja bardzo wygodna (do czasu aż się nie nabawisz “kostki krawca”, huehuehue), która pozwala zapanować nad tkaniną, odpowiednią ją przewiesić przed udo. A także pomaga w kształtowaniu ubrania co jest jednym z podstawowych zadań w pracy krawca. Ponadto w przypadku siedzenie na stole i przy oknie zyskujemy dużo naturalnego światła, które zawsze, ale to zawsze jest lepsze aniżeli sztuczne. Kolejnym plusem combo – skrzyżowane nogi oraz stół to fakt odcięcia się od brudu na podłodze. Nie musimy się martwić, że tkanina się na ubrudzi jakimś kurzem, pyłem z sukna, albo że ją jakoś zahaczymy. Dużo łatwiej jest też nam zapanować nad dużym ubiorem.

Na filmiku poniżej widać jak pracuję z nogą założone na nogę i odpowiednio przeszywam tkaninę, pomagając sobie utrzymać odpowiednią krzywiznę i ustawienie właśnie na kolanie.

Jakie są minusy? Oprócz omawianych schorzeń to oczywiście bóle pleców, karku, drętwienie, wady postawy, które są bardzo charakterystyczne dla krawców. Spójrzcie na dawnych mistrzów, krawców, którzy jeszcze mają swoje zakłady. Bardzo rzadko mogą się pochwalić wyprostowanym grzbietem. Na to też należy zwracać baczną uwagę, ale o tym będzie osobny wpis.

Tyle na dziś, mam nadzieję, że trochę się dowiedzieliście i teraz widząc przedstawienie krawców, którzy siedzą ze skrzyżowanymi lub założonymi nogami, na stole lub zydelku będziecie wiedzieli z czego to wynika. I jak ciekawa jest ta tradycja!

Pozdrawiam Was serdecznie,

Tomasz Łomnicki